Zacznijmy od prawdy, której nie usłyszysz od sprzedającego: kupno jachtu to nie kupno samochodu. Auto za 200 tysięcy sprawdzisz w tydzień — historia w internecie, diagnostyka w warsztacie i już wiesz, na czym stoisz. Z jachtem za milion euro ta wygoda znika całkowicie. Nie ma żadnego „Carfaxu dla jachtów". Nikt nie ma obowiązku pokazać Ci historii serwisowej. A sprzedający — powiem wprost — często wie o usterkach, o których wiedzą tylko on i jego kapitan, i wcale nie pali się, żeby Ci o nich powiedzieć.
Pod ładnym żelkotem kryje się skomplikowana maszyna: dwa silniki, generator, klimatyzacja, odsalarka wody, hydraulika, elektryka, nawigacja. Każdy z tych elementów potrafi po zakupie wygenerować rachunek rzędu kilkudziesięciu tysięcy euro. Due diligence — czyli porządne prześwietlenie jachtu przed podpisaniem umowy — jest po to, żeby te niespodzianki wyłapać, póki są jeszcze problemem sprzedającego, a nie Twoim. Przez 20 lat na tym rynku widziałem obie wersje tej historii. Opowiem Ci, jak wygląda ta dobra.
Survey, czyli ktoś, kto szuka dziury w całym — i dobrze
„Survey" brzmi technicznie, więc przetłumaczę po ludzku: to dokładna inspekcja jachtu, którą robi niezależny, certyfikowany rzeczoznawca morski. Jego jedyne zadanie to znaleźć wszystko, co nie gra. Nie jest kolegą, nie jest „znajomym, który zna się na łódkach" — to fachowiec, który na koniec wręcza Ci raport na kilkadziesiąt stron.
Zapamiętaj jedną zasadę, bo jest ważniejsza niż cała reszta tego artykułu: survey zamawiasz i płacisz Ty — kupujący. Nigdy sprzedający. Jeśli sprzedający mówi „mam świeży raport, nie musisz robić swojego" — właśnie dostałeś najważniejszy sygnał ostrzegawczy w całej transakcji. Raport opłacony przez drugą stronę pracuje dla drugiej strony.
Dobra inspekcja to trzy etapy. Najpierw przegląd na wodzie — elektryka, instalacje, wyposażenie. Potem haul-out, czyli wyciągnięcie jachtu z wody (tak, dosłownie wyjmuje się go dźwigiem), żeby obejrzeć to, czego normalnie nie widać — kadłub pod linią wody, ster, śruby. Rzeczoznawca puka w kadłub i mierzy wilgotność laminatu, bo to właśnie tam chowają się najdroższe niespodzianki. Na koniec próba morska, o której za chwilę. Dla jachtu 15–25 metrów taki komplet to zwykle 3 000–8 000 euro za survey kadłuba, plus 500–1 500 euro za każdy silnik, plus koszt slipu. Wiem, że to brzmi jak dużo. Ale to ułamek procenta ceny jachtu — i potrafi Cię uchronić przed wydatkiem dziesięć razy większym.
Czego masz wymagać w raporcie — krótka lista do ręki
- Kadłub: wilgotność, osmoza (czyli „pęcherze" w laminacie), ślady uderzeń i napraw
- Silniki: kompresja, analiza oleju i realne motogodziny (a nie te z licznika na słowo honoru)
- Elektryka: stan baterii, okablowanie, ryzyko pożaru — najczęstsza przyczyna pożarów na jachtach
- Generator, klimatyzacja, odsalarka, hydraulika steru — bo to one psują się najczęściej i najdrożej
- Bezpieczeństwo: tratwy, race, EPIRB (nadajnik ratunkowy) — czy w ogóle są ważne
- Niezależna wycena rynkowa — ile jacht jest naprawdę wart, bez względu na cenę z ogłoszenia
„Survey to jedyny moment, w którym masz pełnię władzy w negocjacjach. Każda usterka znaleziona przez rzeczoznawcę to albo niższa cena, albo naprawa na koszt sprzedającego, albo Twoje spokojne wyjście z transakcji. Po podpisaniu umowy ta władza znika."
— Tomasz Wrzesiński, broker jachtowy, Monaco
Czy ten jacht na pewno jest „czysty"? Sprawdź to, zanim się zakochasz
To jest krok, który pomija mniej więcej co drugi kupujący — a potrafi zaboleć najbardziej. Jacht może wyglądać na wolny od długów i wciąż mieć na sobie hipotekę morską, czyli zastaw zarejestrowany w kraju jego bandery. Mówiąc prosto: kupujesz jacht razem z cudzym kredytem. Dlatego rejestr bandery sprawdza się przed podpisaniem czegokolwiek, a nie po.
Gdzie się sprawdza? Zależnie od bandery — Malta, Kajmany, Gibraltar, Wyspy Marshalla mają porządne, sprawdzalne rejestry. Jeśli jacht pływa pod jakąś egzotyczną banderą typu Vanuatu czy Belize i nic nie da się zweryfikować — dla mnie to sam w sobie powód do ostrożności. Przy okazji sprawdź historię: ilu miał właścicieli, czy ubezpieczyciel nie spisał go kiedyś na straty („szkoda całkowita"), czy nie wisi nad nim sprawa sądowa.
I jeszcze jedno, z doświadczenia: przy transakcji powyżej pół miliona euro prawnik morski po Twojej stronie to nie fanaberia, tylko konieczność. Sprzedający ma swojego. Umowa (MOA — Memorandum of Agreement) podpisana bez własnego prawnika to ruletka. Warto też wiedzieć, co się dzieje na rynku — bo w 2026 mamy rok kupującego, a to oznacza, że na sprzedaż trafia też więcej jednostek „z przeszłością", wystawianych przez ludzi pod presją.
Próba morska — nie daj się zbyć rundką po marinie
Klasyczny numer: sprzedający proponuje „próbę morską", wypływacie na pół godziny, ładnie buja, robicie kilka zdjęć i wracacie. To nie jest próba morska — to przejażdżka. Prawdziwy test trwa minimum trzy–cztery godziny i wygląda tak, jakbyś naprawdę używał tego jachtu. Między innymi co najmniej 20 minut na pełnej mocy — bo dopiero pod obciążeniem widać, jak silniki trzymają temperaturę, ciśnienie oleju, czy nie dymią i nie wibrują.
Weź na pokład swojego mechanika, nie polegaj na kapitanie sprzedającego. Sprawdźcie sterowanie (czy nie ma luzów i opóźnień), zachowanie na fali, kotwicę, systemy ratunkowe. A po powrocie zrób rzecz, o której wszyscy zapominają: zejdź do maszynowni i po prostu popatrz. Czy jest sucho? Czy nigdzie nie kapie olej ani paliwo? To te drobiazgi powiedzą Ci o jachcie więcej niż najgrubszy segregator faktur.
Dokumenty potrafią kłamać — zadawaj niewygodne pytania
Sprzedający kładzie przed Tobą gruby folder: logbooki, faktury, pieczątki. Wygląda solidnie? Może. Ale zadaj konkretne pytania. Gdzie serwisowano silniki — w autoryzowanym serwisie czy „u znajomego"? Ile naprawdę mają motogodzin? Licznik da się wyzerować. Porównaj liczby z logiką: dziesięcioletni jacht używany „tylko latem" powinien mieć jakieś 400–600 motogodzin. Jeśli pokazuje 150 — pytanie brzmi, gdzie był przez te dziesięć lat. A jeśli stał w marinie z włączoną klimatyzacją, to są motogodziny generatora, których w papierach często „nie ma".
To nie jest czepianie się. Zaległy serwis silników to realnie 15 000–40 000 euro, a odłożony remont klimatyzacji na 25-metrowym jachcie — kolejne 20 000–50 000. Historia serwisowa mówi Ci nie tylko, w jakim stanie jest jacht, ale ile zapłacisz w pierwszym roku. Jeśli chcesz rozpisać sobie te koszty na spokojnie, zajrzyj do reszty biblioteki — mam tam osobne teksty o kosztach posiadania.
Przekazanie jachtu — najcenniejsze 3 dni, które większość marnuje
Umowa podpisana, pieniądze przelane, jacht Twój. I tu większość ludzi wydaje westchnienie ulgi i odpuszcza. Błąd — bo właśnie teraz zaczyna się etap, który potrafi Ci oszczędzić mnóstwo nerwów: przekazanie. Najlepszy scenariusz to trzy–pięć dni, podczas których Twój kapitan i kapitan sprzedającego są razem na jachcie. Tamten zna każdy dziwny dźwięk, każdy kaprys nawigacji, każdy patent na tankowanie. Ta wiedza jest bezcenna — i znika bezpowrotnie, jeśli przekazanie trwa pół godziny „na szybko".
Przy okazji przetestuj wszystko ostatni raz: klimatyzację w każdej kabinie, odsalarkę, generator pod obciążeniem, stabilizatory, każde okno i luk. To ostatni moment, kiedy ewentualna usterka jest formalnie problemem sprzedającego, nie Twoim. Wykorzystaj go. Jeśli chcesz zobaczyć, jak na co dzień wygląda ta robota od środka, napisałem o tym osobno: jak naprawdę wygląda praca brokera w Monaco, a aktualne jednostki znajdziesz na wyachts.shop.
Na koniec: to nie jest koszt, to Twój spokój
Policzmy. Pełne due diligence przy jachcie za 1,5 mln euro — survey, silniki, prawnik, sprawdzenie rejestru — to 8 000–20 000 euro. Czyli poniżej 1,5% wartości transakcji. W zamian dostajesz pewność prawną i techniczną, twardą wycenę, która daje Ci argumenty w negocjacjach, i — co dla mnie najważniejsze — spokojny sen po zakupie.
Po 20 latach w tej branży widzę jedną prawidłowość. Ludzie, którzy odpuścili sprawdzanie, bo „sprzedający wydawał się w porządku" — prawie zawsze tego żałowali. Ludzie, którzy zrobili pełną inspekcję — ani razu nie żałowali wydanych na nią pieniędzy. Tyle. Wybór jest Twój, ale teraz przynajmniej wiesz, na czym stoisz.
Chcesz mieć kogoś po swojej stronie przed zakupem?
Doradzam przy zakupie jachtów motorowych od Lazurowego Wybrzeża po Monaco — niezależnie, bez związków ze stoczniami i bez konfliktu interesów. Po prostu po Twojej stronie.
Porozmawiajmy →