Kiedy mówię, że jestem brokerem jachtowym w Monaco, ludzie reagują na dwa sposoby. Jedni dostają rozmarzonego wzroku — „ale masz życie!". Drudzy uśmiechają się z politowaniem — „czyli sprzedajesz łódki". Obaj się mylą. Prawda leży gdzie indziej i jest dużo ciekawsza — opowiem Ci ją bez instagramowego filtra.

20+lat doświadczenia
3biura w Europie
1–15M €segment
15–50 mspecjalizacja

Zacznę od pewnego poranka. Stoję na nabrzeżu Port Hercule, jest szósta, słońce dopiero wychodzi zza Tête de Chien, a przede mną cumuje jacht warty więcej niż niejedna polska spółka giełdowa. Piękny widok. Ale ja w tym momencie nie myślę o pięknie — myślę o tym, że za trzy godziny mam klienta, który chce kupić podobną jednostkę, a ja już wiem, że jego wymarzony model ma wadę, o której sprzedający „zapomniał" wspomnieć. I to jest ta robota. Nie szampan. Wiedza, której ktoś nie widzi, póki za nią nie zapłaci błędem.

Monaco to nie pocztówka, to ring

Tak, Monaco jest spektakularne. Ale dla mnie to przede wszystkim jedno z najtrudniejszych miejsc do robienia biznesu na świecie. Na tym nabrzeżu co druga osoba jest właścicielem czegoś wartego więcej niż dom. Kapitał jest gęsty jak nigdzie, a to oznacza, że konkurencja o klienta jest bezlitosna. Tu nie ma drugiej szansy na pierwsze wrażenie. Spóźniona oferta, źle dobrany jacht, jedna liczba, której nie znasz na pamięć — i klient idzie do kogoś innego, a środowisko to zapamiętuje.

Nauczyłem się tego najdroższą metodą — własnymi błędami z pierwszych lat. Dlatego dziś, zanim usiądę z klientem, wiem o jego potencjalnym jachcie więcej niż sprzedający. To nie talent. To godziny, których nikt nie widzi.

Czym broker naprawdę się zajmuje (a czym nie)

Krąży mit, że broker jachtowy spędza dni na koktajlach i rejsach próbnych. Rozczaruję Cię. W jednym tygodniu potrafię rano oglądać maszynownię w Antibes z latarką i wilgotnościomierzem, po południu negocjować zapisy umowy z prawnikami w Londynie, wieczorem tłumaczyć klientowi z Polski, dlaczego jacht za 2 miliony euro to kolejne 200–300 tysięcy rocznie utrzymania — a w międzyczasie dzwonić po znajomych kapitanach, żeby dowiedzieć się, „co tak naprawdę" jest z konkretną jednostką, bo w tej branży najważniejsze informacje nie są nigdzie zapisane.

Dobry broker to po trochu doradca, prawnik, mechanik, negocjator i psycholog. Ale jeśli mam to streścić w jednym zdaniu: moja praca polega na tym, żeby klient wiedział, co naprawdę kupuje — zanim podpisze. Część tej wiedzy mogę Ci dać w artykule. Tej najtrudniejszej — oceny konkretnej jednostki, wyczucia, kiedy cisnąć w negocjacjach, a kiedy odpuścić — nie da się streścić w poradniku. Ona przychodzi z setkami transakcji za plecami. I to jest dokładnie ten moment, w którym wchodzi broker.

„To praca wiedzy, nie wyglądu. Jeśli nie znasz rynku głębiej niż Twój klient, nie masz mu czego sprzedać — bo on nie kupuje jachtu, on kupuje Twoją ocenę sytuacji."

Mój klient nie potrzebuje sprzedawcy

Moi klienci to najczęściej ludzie, którzy sami zbudowali swój majątek — przedsiębiorcy, inwestorzy, ludzie z technologii albo nieruchomości. Pierwsze pokolenie dużego kapitału. I oni mają jedną wspólną cechę: nie znoszą, gdy ktoś próbuje im coś „wcisnąć". Doszli tam, gdzie są, bo umieją wyczuć ściemę.

Dlatego z takim klientem działa tylko jedno — prawda. Że ten konkretny jacht ma zmęczone silniki. Że cena jest zawyżona o kilkanaście procent. Że układ kabin nie pasuje do tego, jak on naprawdę będzie pływał. Powiesz prawdę raz — masz klienta na lata, a potem jego znajomych. Powiesz to, co chce usłyszeć — masz go na jedną transakcję, i to ostatnią. Wybieram to pierwsze, zawsze. Również wtedy, kiedy oznacza to odradzenie zakupu, na którym mógłbym zarobić.

Rynek, którego nie zobaczysz w błyszczących broszurach

W 2025 i 2026 segment 15–40 metrów przechodzi przebudowę. Pocovidowy szał opadł, ceny używanych jednostek w wielu klasach spadły o 15–25% względem szczytu z 2021–2022. Dla kupującego z głową to dobra wiadomość — przy właściwym wyborze i twardych negocjacjach da się dziś kupić jacht znacznie poniżej kosztu jego odtworzenia.

Ale rynek nie wybacza naiwności. Kupujący bez inspekcji, bez zrozumienia realnych kosztów OPEX, bez kogoś, kto zna drugą stronę stołu — regularnie tracą setki tysięcy euro na „okazjach". Pisałem o tym konkretnie w bibliotece: jak nie dać się złapać, krok po kroku (due diligence przy zakupie jachtu) i dlaczego akurat teraz wahadło przechyla się na stronę kupującego (rok kupującego 2026).

Dlaczego Monaco — i dlaczego niezależność

Monaco to nie tylko prestiż. To miejsce, gdzie zapadają najważniejsze transakcje w branży, gdzie są armatorzy, stocznie i — co w tym biznesie znaczy wszystko — siatka kontaktów. Cannes Yachting Festival we wrześniu, Monaco Yacht Show w październiku: tam rynek naprawdę robi interesy, nie na portalach z ogłoszeniami.

Ale najważniejsze jest słowo „niezależny". Nie reprezentuję żadnej stoczni ani dealera, więc nie mam interesu, żeby wcisnąć Ci akurat tę markę. Pracuję dla jednej strony — dla Ciebie, kupującego. Po 20 latach wiem jedno: superjacht to nie zabawka, to złożone aktywo, które bez wiedzy potrafi zrujnować spokój i portfel. Możesz dużo zrozumieć sam, czytając takie teksty jak ten — i o to mi chodzi. Ale w dniu, w którym staniesz przed konkretną decyzją za miliony euro, warto mieć kogoś, kto tę drogę przeszedł setki razy. Wtedy zwykle dzwoni się do mnie.

TW
Tomasz Wrzesiński

Niezależny broker jachtowy z ponad 20-letnim doświadczeniem, działający z Monaco, Cannes i Warszawy. Segment jachtów motorowych 1–15 mln euro (15–50 m). Po stronie kupującego — nie reprezentuje stoczni ani dealera. Założyciel W Yachts i twórca The Yacht Closer Academy.