Zacznijmy od tego, jak wygląda rynek w tym roku, bo obraz jest ciekawszy niż nagłówki. W pierwszej połowie 2026 sprzedano na świecie 326 jachtów używanych powyżej 24 metrów — o 8% mniej niż rok wcześniej. Brzmi jak spowolnienie. Ale łączna wartość tych transakcji wzrosła o 15%, do 3,51 miliarda dolarów, a średnia cena pojedynczej sprzedaży poszła w górę o jedną czwartą, do mniej więcej 10,8 miliona. Czyli: transakcji jest mniej, ale każda z nich jest większa i bardziej przemyślana.
To nie jest rynek, który się załamuje. To rynek, który przestał kupować cokolwiek za jakąkolwiek cenę. Kupujący siedzą dłużej, oglądają dokładniej, negocjują twardziej — i wybierają lepiej. Widać to też w rozjeździe między klasami: jachty motorowe urosły wartościowo o 18%, do 3,44 miliarda dolarów, podczas gdy jachty żaglowe zjechały o 47%, do niecałych 80 milionów. Pieniądze idą w jedną stronę i wcale nie w tę, którą podpowiada branżowy romantyzm.
Ta jedna liczba: wiek jednostki
A teraz najciekawsze — i to jest sedno rozmowy z klientem w Monaco. Kiedy przefiltrujesz transakcje z tego półrocza według wieku jachtu, wychodzi bardzo wyraźna krzywa. Najbardziej płynny segment to jachty w wieku 5–9 lat — najwięcej transakcji, najkrótszy czas na rynku, najmniejsze upusty od ceny wywoławczej. Cała grupa od 1 do 14 lat zachowuje się zdrowo: sprzedaje się szybciej i schodzi z ceny mniej niż reszta rynku.
Powyżej czternastu lat płynność zaczyna siadać. A prawdziwy dołek — i tu prawie każdy kupujący daje się złapać — to przedział 25–29 lat. To segment, który jednocześnie stoi na rynku najdłużej ORAZ dostaje najgłębsze cięcia ceny. Jednostki z tej półki potrafią wisieć w ogłoszeniach po dwa lata i zejść o jedną trzecią wywoławczej, zanim ktokolwiek podpisze.
Dlaczego akurat ćwierć wieku? Bo to moment, w którym schodzą się trzy rzeczy naraz. Po pierwsze, generalny remont — czyli refit, gruntowna modernizacja jachtu: silniki po dwudziestu paru latach są u kresu ekonomicznego życia, hydraulika, elektryka, klimatyzacja i systemy nawigacyjne pochodzą z innej epoki. Po drugie, przepisy: normy emisji, wymagania bezpieczeństwa i standardy klasy zmieniły się przez ten czas na tyle, że doprowadzenie starszej jednostki do zgodności bywa droższe niż jej wartość rynkowa. Po trzecie, brak popytu wtórnego — kupujesz coś, co za pięć lat będzie miało trzydziestkę i praktycznie nie będzie miało nabywcy.
„Ludzie porównują ceny dwóch jachtów. Ja porównuję, ile kosztuje wyjście z każdego z nich za pięć lat. To zwykle jest ta sama rozmowa, tylko z zupełnie innym wynikiem."
— Tomasz Wrzesiński, broker jachtowy, Monaco
Co to znaczy dla Ciebie, kiedy kupujesz
Wróćmy do dwóch ofert z kawiarni. Różnica w cenie to 1,25 miliona euro — realne pieniądze. Ale kiedy usiedliśmy do liczb, wyszło coś takiego: jednostka z 2000 roku wymagała w ciągu trzech lat wymiany obu silników i przekładni (bez tego byłaby niezbywalna), przeglądu generalnego systemów i wymiany klimatyzacji. Nawet ostrożny szacunek to 500–700 tysięcy euro, a przy takich remontach mój ostrożny szacunek prawie nigdy nie okazuje się przesadzony. Do tego dochodzi rok, w którym jacht stoi w stoczni zamiast pływać, i wyższa składka ubezpieczeniowa, bo ubezpieczyciele patrzą na rocznik równie uważnie jak rynek.
A na końcu jest wyjście. Jednostka z 2019 roku za pięć lat będzie miała dwanaście lat — wciąż w zdrowej części krzywej, wciąż z realnym rynkiem nabywców. Ta z 2000 roku będzie miała trzydzieści i wyląduje dokładnie w tym przedziale, o którym pisałem wyżej. Różnica 1,25 miliona na wejściu zamienia się w brak różnicy albo w stratę na wyjściu. To nie jest przeczucie — to jest kształt tej krzywej.
Nie mówię, że starszych jachtów nie należy kupować. Mówię, że trzeba to robić z otwartymi oczami i z zupełnie innym celem: jeśli chcesz jednostkę na dziesięć lat, którą pokochasz i z której nie planujesz wychodzić, dobrze wyremontowany klasyk potrafi być świetnym wyborem — zwłaszcza że stare kadłuby bywają zbudowane solidniej niż niejedna dzisiejsza produkcja seryjna. Pisałem o tym więcej przy okazji problemów z jachtami z bieżącej produkcji. Ale jeśli traktujesz zakup jako aktywo, które kiedyś sprzedasz — wiek jest ważniejszy niż marka i ważniejszy niż to, jak jacht wygląda na zdjęciach.
Rynek jest pełen — i to działa na Twoją korzyść
Jest jeszcze druga strona tej historii, korzystna dla kupujących. Na dzień 1 lipca 2026 na rynku wtórnym stało 2 157 jachtów powyżej 24 metrów — to około 17% całej światowej floty, o łącznej wartości bliskiej 19 miliardów dolarów. Prawie co szósty duży jacht na świecie jest dziś na sprzedaż. Do tego w pierwszym półroczu odnotowano 1 117 obniżek cen — więcej niż rok wcześniej.
I jeszcze jedno, o czym mało kto pamięta: w budowie jest obecnie 936 jednostek, z czego 466 ma zejść z pochylni jeszcze w 2026 roku — więcej niż 411 dostarczonych przez cały 2025. Same włoskie stocznie mają na warsztacie 519 jachtów. Każda nowa dostawa to zwykle jedna używana jednostka wracająca na rynek, bo właściciel przesiada się wyżej. Podaż będzie rosła, a to znaczy, że w drugiej połowie roku i w 2027 sprzedający będą bardziej skłonni do rozmowy niż dziś.
Zanim zaczniesz oglądać oferty — cztery pytania o wiek
- W jakim przedziale wiekowym będzie ten jacht, kiedy będę go sprzedawał?
- Kiedy wypada następny generalny remont silników — i czy jest już wliczony w cenę?
- Czy jednostka spełnia dzisiejsze wymogi klasy i emisji, czy dopiero będzie musiała?
- Ile podobnych roczników stoi teraz na rynku i jak długo tam stoją?
Gdzie kończy się tabela, a zaczyna doświadczenie
Powiem Ci szczerze, gdzie leży granica tego, co możesz zrobić z artykułem w ręku. Krzywa wieku to mapa i naprawdę dobra — pokazuje, gdzie jest bezpiecznie, a gdzie jest bagno. Ale mapa nie powie Ci, że akurat ta konkretna jednostka z 2001 roku przeszła trzy lata temu remont za 900 tysięcy u porządnej stoczni i ma dokumentację, której nie powstydziłby się nowy jacht. Ani że tamta z 2019, wyglądająca w ofercie idealnie, spędziła cztery sezony na czarterze z 4 800 motogodzinami na liczniku i była serwisowana „jak się dało".
Ocena konkretnego jachtu — historia serwisowa, jakość remontu, stan kadłuba i napędu, powód sprzedaży, realna motywacja właściciela — to jest dokładnie ta część, w której zwykle wchodzę ja. Z mojego doświadczenia dwie jednostki tego samego rocznika i modelu potrafią różnić się wartością o 30%, i żadna tabela tego nie pokaże. Widziałem transakcje, gdzie klient przepłacił pół miliona za rocznik, i takie, gdzie kupił dwudziestolatka w stanie lepszym niż pięciolatek — bo ktoś usiadł i sprawdził, zanim podpisał.
Warto też dodać kontekst monakijski, bo to zmienia rachunek. Miejsce postojowe dla jachtu dwudziestometrowego w Monako kosztuje rocznie mniej więcej 25–35 tysięcy euro, a przy większych jednostkach roczna stawka przekracza 100 tysięcy — i marina wcale nie musi Cię przyjąć. Starszy jacht bywa tu problemem nie tylko finansowym, ale i wizerunkowym; pisałem o tym w tekście o tym, dlaczego mariny Monako odmawiają miejsc niektórym jednostkom. A jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda pełny rachunek za rok pływania, zajrzyj do artykułu o rzeczywistych kosztach posiadania jachtu.
Na koniec
Mój klient z Port Hercule wybrał w końcu jednostkę z 2019 roku — i wynegocjowaliśmy ją o 9% poniżej ceny wywoławczej, bo sprzedający miał już podpisany kontrakt na nowy jacht i zależało mu na czasie. To jest ta sama transakcja, o której przed miesiącem myślał jako o „droższej". Rok 2026 daje kupującym rzecz, której nie było w latach 2021–2023: czas i wybór. Ale daje je tylko tym, którzy wiedzą, na co patrzeć — bo w rynku pełnym ofert łatwiej jest kupić coś złego niż kiedykolwiek wcześniej.
Aktualne jednostki, z którymi pracuję — i te, o których mogę powiedzieć, dlaczego stoją na rynku — znajdziesz na wyachts.shop.
Masz konkretną ofertę na oku?
Powiem Ci szczerze, gdzie ta jednostka leży na krzywej wieku, co Cię czeka w ciągu pięciu lat i ile realnie jest warta. Niezależnie, po Twojej stronie — nie po stronie stoczni.
Porozmawiajmy →